George R.R. Martin

Z literaturą z gatunku fantasy mam pewien problem. Otóż lubię ja niezmiernie. Jako jedenastolatka zaczytywałam się w Tolkienie, trochę później zwariowałam na punkcie Sapkowskiego. Przeczytałam jeszcze parę pozycji - polskich i zagranicznych - i uświadomiłam sobie, że owszem, nie ma nic lepszego niż dobrze napisane fantasy, ale nie ma też nic gorszego niż fantasy napisane źle. Nie będę przytaczać tytułów, ani ciskać gromów w konkretną stronę, ale prawda jest taka, że wśród autorów mamy kilku mistrzów gatunku i całą rzeszę miernot. Niestety... Ze względu na dość traumatyczne doświadczenia, do literatury fantasy pochodzę jak do przysłowiowego jeża. Niepewnie, podkradam się bardzo powoli. Tak też zaczęła się moja przygoda z powieściami G.R.R. Martina - ostrożnie i nieśmiało zbierałam informacje i opinie znajomych. W końcu z lękiem w sercu udałam się do księgarni, zapłaciłam 50 zł (chlip, chlip). I co? I to było najlepiej wydane 50 zł w ciągu ostatniego pół roku!
Pisanie kolejnych achów i ochów, i westchnień zachwytu byłoby
marnowaniem czasu. Wszyscy wiedzą, że książka jest fantastyczna:) Ja tylko potwierdzam, dołączam się do szerokiego grona oczarowanych,
polecam gorąco i z całego serca, itp., itd.
Nie będę też streszczać
fabuły - sam tytuł mówi czytelnikowi o co chodzi. Bohaterowie biją się o tron - walczą o władzę w krainie Westeros. Informacyjnie dodam, że w powieści nie ma elfów, krasnoludów i niziołków. Autor przenosi nas do świata analogicznego do średniowiecznej Europy, a element magiczny ogranicza do minimum. Swoje refleksje nad tą książkę zawężę do pełnego szacunku pochylenia
głowy nad bohaterami, którzy, skonstruowani z mistrzowską wręcz głębią, są różnorodni, wielowymiarowi i prawdziwi. Zwłaszcza Tyrion - uwielbiam Tyriona:). Ukłonię się przed doskonałym
rzemiosłem językowym - nie ma tu kiczu, patosu i banału, tylko
pełnokrwisty autentyzm. I na koniec wspomnę to, co spodobało mi się
najbardziej, czyli relacje rodzeństwa Stark z ich wilkorami. Piękne
podkreślenie związku jaki potrafi połączyć człowieka i zwierzę,
zasługuje na uznanie. Aczkolwiek czy Lato, Kudłacz, Nymeria, Dama, Duch i
Szary Wicher to takie zupełnie zwyczajne zwierzęta? Może dowiem się więcej w
następnych tomach cyklu.
Jedyne co mi się nie podoba, to wyjątkowo ohydne okładki... No cóż, nie można mieć wszystkiego...
Właśnie patrzę pożądliwie na kolejną część serii Starcie królów, więc proszę o wybaczenie, ale znikam knuć zapijane piwem i zagryzane dziczyzną polityczne intrygi.
Ach, no i gdyby ktoś przypadkiem tu zajrzał i przyszło by mu do głowy polecić jakąś porządną powieść fantasy - proszę się nie wstydzić, nie krępować - tylko pisać!!!