piątek, 14 września 2012

O czym myślę, kiedy czytam o bieganiu

Haruki Murakami
Miarowym tempem pokonuję kolejny kilometr. Całe ciało pokryte mam wilgotną warstwą potu, a moja twarz już dawno przybrała barwę dojrzałych malin. W lewym kolanie czuję lekkie kucie, drętwieje mi stopa. W słuchawkach głośno dudni muzyka. Zerkam na prędkościomierz. Biegnę dalej. Jestem szczęśliwa. 

Nie jestem wytrawnym i doświadczonym biegaczem. Przeciwnie - nigdy nie startowałam w zawodach, wbrew licznym postanowieniom nadal nie udaje mi się trenować regularnie, moja prędkość jest żenująca, a o pokonywanych dystansach nie będę nawet wspominać. Mimo to mogę z całą pewnością stwierdzić, że kocham bieganie i jest to sport, który najlepiej współgra z moją osobowością i fizycznymi możliwościami. Dlatego też z dużą nadzieją sięgnęłam po O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu Murakamiego. Z nadzieją na coś ekstra. Na coś specjalnie dla mnie.

poniedziałek, 10 września 2012

Zakochałam się w Szarlatanie:)

Nie mam w zwyczaju reklamowania czegokolwiek, ale nie mogę z tych emocjów dzisiaj;p. Przebywam obecnie z krótką wizytą we Wrocławiu (swoją drogą jest to urocze miasto) i trafiłam dzisiaj do miejsca, które jest niezwykle bliskie mojej definicji raju! 

Antykwariat ma prześwietną nazwę Szarlatan, oprócz książek sprzedają pokaźną kolekcję płyt winylowych i starocie. Na ścianach wiszą zdjęcia, w tle lecą Beatlesi, na półkach wszystko jest poukładane tematycznie, alfabetycznie, według autorów i tytułów. No, przeżyłam prawdziwy orgazm konsumenta i czytelnika! W większości antykwariatów wyszukiwanie odpowiedniej pozycji przypomina walkę wręcz z żywą materią, co owszem, ma swój urok, ale powoli staje się wtórne. Mam też wrażenie, że częściej wynika z lenistwa, niż z zamierzonej stylistyki miejsca. Ale to nie koniec moich zachwytów! W Szarlatanie, mimo stosunkowo niewielkiej powierzchni, na jakiej się mieści, można zagubić się w prawdziwym labiryncie. Kiedy nagle dostrzegłam tajemnicze przejście między regałami, poczułam się jak Łucja z Opowieści z Narnii, odkrywająca korytarz prowadzący do innego świata. 

Zakochałam się w Szarlatanie, zamierzam tam jutro wrócić, buszować między półkami przez godzinę i kupić wielki stos książek (to jest to kompulsywne kupowanie, o którym pisałam ostatnio:p). 
A oto link do strony internetowej tego cudownego miejsca: 

piątek, 7 września 2012

Paweł Morel i jego kobiety

David Herbert Lawrence
Synowie i kochankowie to jedna z pierwszych powieści angielskiego pisarza - Davida Herberta Lawrence'a, wydana w 1913 roku. Jest to historia rodziny Morelów, koncentrująca się przede wszystkim na postaci matki oraz życiu uczuciowo-erotycznym jej ukochanego syna - Pawła. Akcja toczy się w Anglii, w jednej z górniczych wiosek. Książka zawiera wątki autobiograficzne, dużo w niej też analizy psychiki ludzkiej i relacji rodzinnych. Uważana za portret angielskiej klasy robotniczej, ukazuje życie ubogich górników.


Tak naprawdę Synowie i kochankowie nie wzbudziła we mnie intensywnych odczuć. Z przyjemnością przeczytałam, spodobało mi się - i tyle. Żaden z bohaterów mnie nie ujął, żaden wątek nie ekscytował. Jak już pisałam w poprzednim poście - dużo bólu sprawia mi pisanie o książkach, do których mam obojętny stosunek, ale słowo się rzekło:).

niedziela, 2 września 2012

Wrzesień!


Wrzesień to jeden z moich ulubionych miesięcy. Przyroda spowalnia i uspokaja się, wieczory są dłuższe, a ja mogę już legalnie i oficjalnie pić herbatę z mojego wielkiego kubka. Świat spowija nostalgia i babie lato, a kolory delikatnie płowieją. W tym roku notowania września jeszcze rosną - będzie to miesiąc odpoczynku od pracy i długo wyczekiwanego urlopu:) Byle dotrwać do piątku, potem już tylko szkolenia i rozkoszny tydzień nad jeziorem, wypełniony spaniem, zbieraniem grzybów, czytaniem książek i uprawianiem sportu:))) 


sobota, 1 września 2012

Pieśń o żołnierzach z Westerplatte

Konstanty Ildefons Gałczyński



Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginąć latem,
żołnierze z Westarplatte.

(A lato było piękne tego roku).

I tak śpiewali: Ach, to nic,
że tak bolały rany,
bo jakże słodko teraz iść

(A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety.)

W Gdańsku staliśmy tak jak mur,
gwiżdżąc na szwabską armatę,
teraz wznosimy się wśród chmur,
żołnierze z Westerplatte.

I śpiew słyszano taki: -- By
słoneczny czas wyzyskać,
będziemy grzać się w ciepłe dni
na rajskich wrzosowiskach.

Lecz gdy wiatr zimny będzie dął
i smutek krążył światem,
w środek Warszawy spłyniemy w dół,
żołnierze z Westerplatte.






czwartek, 30 sierpnia 2012

Zostać świętą

Eduardo T. Gil de Muro
Postacią św. Teresy od Dzieciątka Jezus zainteresowałam się po lekturze Projektu szczęście Gretchen Rubin (http://skrytkaliteracka.blogspot.com/2012/08/1001-sposobow-na-odnalezienie-szczescia.html). Autorka bowiem wielokrotnie w swej książce powtarzała, że św. Teresa jest dla niej inspiracją i wzorem, zachwycając się jej radością, skromnością i codziennym uśmiechem. Ponieważ zaś ja nieustannie, choć niekoniecznie skutecznie;), dążę do bycia lepszą osobą i w związku z tym wiecznie poszukuję inspiracji, postanowiłam dowiedzieć się kim tak naprawdę była św.Teresa.

Teresa Martin Guerin (Teresa z Lisieux, Teresa od Dzieciątka Jezus) urodziła się we Francji w 1873 roku. Pochodziła z wielodzietnej, kochającej się i niezwykle religijnej rodziny. W wieku zaledwie piętnastu lat wstąpiła do klasztoru karmelitanek. Nie dane jej było żyć długo i spokojnie. Zmarła w 1897 roku na gruźlicę. Pozostała po niej autobiografia Dzieje duszy. Tyle, jeśli chodzi o fakty, które można znaleźć w Wikipedii. Zafascynowało mnie jednak, co takiego tkwiło w tej młodej dziewczynie, że uznano ją za świętą i doktora kościoła? Żyła krótko, skromnie, spokojnie. Owszem, odeszła w cierpieniu, ale nie była to śmierć za wiarę. Nie dokonała spektakularnych cudów. Co sprawiło, że Teresa z Lisieux potrafi tak fascynować? Aby odpowiedzieć na te pytania, udałam się do biblioteki. Ku memu oburzeniu nie było w niej Dziejów duszy, a jedyną książką na temat św. Teresy była cienka biografia pt. Z orężem w ręku autorstwa hiszpańskiego karmelity Eduarda T. Gil de Muro. Nie tracąc nadziei, rozpoczęłam lekturę.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Siostrzana miłość i historia

Lisa See
Dziewczęta z Szanghaju to kolejna książka autorstwa Lisy See, która wpadła w moje ręce. Kilka lat temu przeczytałam zachwycający Kwiat śniegu i sekretny wachlarz oraz magiczną Miłość Peonii. Próbowałam też przebrnąć przez Na złotej górze, niestety bezskutecznie. Po Dziewczęta... sięgnęłam więc z umiarkowanym optymizmem i krztyną nadziei na dobrą, pełną uroku lekturę.

Akcja książki rozgrywa się w latach 30, 40 i 50 XX wieku, w Chinach i Stanach Zjednoczonych. Poznajemy losy sióstr: rozsądnej Pearl oraz pięknej i niefrasobliwej May. Ich spokojne i dostatnie życie zostaje gwałtownie i nieodwracalnie przerwane przez utratę rodzinnego majątku i wybuch wojny. Dziewczęta uciekają do Stanów Zjednoczonych, a ich życie już zawsze naznaczone będzie cierpieniem i walką. 

Przede wszystkim powieść jest bardzo ciekawa. Choć postacie są fikcyjne, to wydarzenia towarzyszące ich życiu już nie. Bogate tło historyczne stanowi olbrzymi atut (zawsze uważałam, że książka zyskuje na wartości, jeżeli niesie ze sobą informacje o faktach. Dobrze jest wiedzieć!). Mój największy entuzjazm wzbudziły opisy trudów życia Chińczyków w Los Angeles, ale atmosfera Szanghaju lat 30 również miała nieodparty urok. Postacie bohaterek są niejednoznaczne, prawdziwe i interesujące. Autorka bardzo wnikliwie opisała relację między siostrami, w której mimo najgorszych konfliktów i żali zawsze zwycięża miłość, przywiązanie i wielka przyjaźń. Język książki jest ładny, aczkolwiek wyjątkowo trudno przyszło mi przyzwyczajenie się do narracji  prowadzonej w pierwszej osobie i czasie teraźniejszym.

Dziewczęta z Szanghaju nie niosą ze sobą rewolucyjnych treści, nie jest to też wybitna literatura, która wbija w fotel i nie pozwala o sobie zapomnieć. Brakowało mi w niej lekkości i magii, która tak mocno biła z poprzednich książek autorki. Nie ukrywam jednak, że mi się podobało i z pewnością sięgnę po kontynuację - Marzenia Joy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...